Po co dziecku kindersztuba?

Nauka dobrych manier wydaje się dziś mniej potrzebna niż kurs języka obcego. Tymczasem znajomość savoir-vivre’u jest ważna. Zjednuje ludzi, pomaga w pracy i w relacjach. Pozwala lepiej żyć.

Zdjęcie

/Mat. Prasowe
/Mat. Prasowe

Psychologowie i socjologowie są zgodni, że dobre wychowanie jest dziś w cenie prawie tak samo jak dyplom prestiżowej szkoły. Bo właśnie grzeczność mają na myśli naukowcy, gdy twierdzą, że Polakom brakuje umiejętności społecznych.

Co rozumieją przez ten termin? Dogadywanie się z innymi. Szacunek dla drugiego człowieka. Świadomość, że nie tylko moje potrzeby się liczą. Zdolność radzenia sobie w trudnych sytuacjach polegającą na unikaniu konfliktów i umiejętności rozwiązywania sporów.

Reklama

Wszystkie te zalety są niezbędne w życiu prywatnym. Ale także szefowie coraz częściej zwracają uwagę na to, jak zachowuje się na co dzień kandydat do pracy. Nie tylko dlatego, że osoba dobrze wychowana jest milszym towarzystwem. Tacy ludzie są lepszymi pracownikami, ponieważ świetnie potrafią odnaleźć się w grupie. Okazuje się, że mniej czasu zajmuje im wypełnianie obowiązków, a ich polecenia są chętniej wykonywane i rzadziej podważane.

Stąd dużą popularnością cieszą się różnego rodzaju kursy autopromocji, kreowania wizerunku itd. Często sprowadzają się po prostu do nadrobienia braków w kulturze osobistej. Są przepustką do awansu i próbą zwiększenia swoich szans na rynku pracy. Jeśli więc nauczymy dziecko dobrych manier, ułatwimy mu start w dorosłość.

Reguła wzajemności

Takie zachowania, jak np. wstawanie, gdy mówi do nas osoba starsza, przepuszczanie jej w drzwiach, były niesłusznie wyśmiewane jako przestarzałe. A przecież savoir-vivre nie polega na pustych gestach, które niepotrzebnie komplikują życie.

Wprost przeciwnie, one je upraszczają. Wpojenie dziecku jego zasad niesie ze sobą wiele korzyści. Po pierwsze, daje mu pewność siebie wynikającą z przekonania, że poradzi sobie w każdej sytuacji. Po drugie, nawet tak drobne rzeczy jak pozdrowienie sąsiada lub przeniesienie ciężkiej walizki polepszają nam samopoczucie.

Bo kiedy to robimy, w naszym organizmie zwiększa się wydzielanie oksytocyny, hormonu szczęścia. To akurat można łatwo zaobserwować. Ludzie, którzy przed chwilą komuś pomogli, często mają uśmiech na twarzy, poprawia się im humor.

Wysoki poziom oksytocyny powoduje, że zawieramy trwalsze przyjaźnie, ponieważ hormon ten skłania nas do większej empatii. A utrzymywanie dobrych stosunków z otoczeniem i posiadanie przyjaciół jest czynnikiem, który ma większy wpływ na długość życia i poczucie zadowolenia niż np. pieniądze. Na szczęście oksytocyną można zarażać! Następnym razem, gdy ktoś bliski straci nad sobą kontrolę i zrobi ci awanturę, zamiast odpowiadać agresją, przytul go. Przekonasz się, że jego napięcie natychmiast opadnie.

Po trzecie, osoby dobrze wychowane są bardziej lubiane i lepiej traktowane, a w wielu przypadkach wręcz faworyzowane. Słynny amerykański publicysta Malcolm Gladwell, w swojej książce o źródłach życiowego sukcesu („Poza schematem”), porównał dwie biografie, fizyka Roberta Oppenheimera i Christophera Langana. Obaj urodzili się geniuszami, a ich IQ sięgało 190. Ich wiedza i zdolności były na jednakowym poziomie.

Jednak Oppenheimer miał ogładę i znakomite maniery, których brakowało Langanowi. Dzięki nim wychodził cało z rozmaitych opresji i zdobył mocną pozycję w świecie nauki. Langan natomiast do końca życia borykał się z przeciwnościami losu, które wynikały z jego trudnego charakteru i lekceważenia przyjętych norm. Życzliwość prowokuje życzliwość. Mówi o tym tzw. reguła wzajemności. Jeżeli wyświadczymy komuś przysługę, prawdopodobieństwo, że z kolei on nie odmówi naszej prośbie, wzrośnie aż pięciokrotnie!

Psychologowie podkreślają, że to skuteczny sposób wywierania wpływu na innych. Robert Oppenheimer zawdzięczał karierę swym talentom i inteligencji, ale także umiejętności wzbudzania sympatii. Dobre maniery mogą nieraz przechylić szalę na naszą korzyść, gdy inne czynniki zawiodą.

Świat prosty w obsłudze

Chociaż dzieci zazwyczaj buntują się, gdy usiłujemy je nauczyć grzeczności, w gruncie rzeczy potrzebują dyscypliny i norm. Bezstresowe wychowanie obwinia się m.in. o wybuch epidemii ADHD w USA. Poczucie, że wolno ignorować polecenia rodziców i okazywać nieposłuszeństwo, prowadzi często do zachwiania poczucia bezpieczeństwa i wrażenia dziecka, że nie jest kochane. Podobnie w szkołach, największe problemy z dyscypliną mają ci nauczyciele, którym można wejść na głowę.

To tych surowszych i wymagających pamięta się dłużej i z większym sentymentem. Świat, w którym panują z góry ustalone, przejrzyste zasady, jest przyjaźniejszy, prostszy w obsłudze. Nastolatkowie, z pozoru nastawieni krytycznie do autorytetów, w głębi duszy do nich tęsknią.

Zrozumieć, co kogo rani

Psychologowie podkreślają jednak, że nakazy to za mało. Aby nauka kindersztuby była skuteczna, nie wystarczy wykuć na pamięć etykiety. Konieczne jest zrozumienie, czemu ona służy. Nawet tym najmłodszym można wyjaśnić, że przerywając rozmówcy, sprawiamy mu przykrość, bo tak pokazujemy, że nie obchodzi nas to, co ma do powiedzenia.

W tłumaczeniach lepiej nie używać jednak zdań typu: „jeśli nie będziesz przerywał, inni cię polubią”. Do dziecka bardziej trafią argumenty, w których odwołamy się do jego uczuć i empatii, np. „przypomnij sobie, jak się zdenerwowałeś, gdy brat cię nie słuchał” lub: „pamiętasz, jak było ci przykro, gdy koleżanka się z ciebie śmiała”.

Chodzi przecież nie o manipulowanie emocjami innych, lecz o bezinteresowny szacunek do drugiego człowieka. Dorośli często zapominają, że dzieci są bacznymi obserwatorami, a przykład idzie z góry. Powtarzanie, że starszym należy się szacunek, nie zda się na nic, jeśli za chwilę zaczniemy w obecności syna lub córki krytykować teściową.

Aby savoir-vivre nie był zbiorem martwych nakazów, sami musimy praktykować jego zalecenia na co dzień. Dobrze jest też pamiętać, że nie ogranicza się on jedynie do reguł zachowania się przy stole, stylu, w jakim zwracamy się do innych i używania słów: „proszę”, „przepraszam”, „dziękuję”.

Oprócz grzecznościowych formułek to np. także nawyk dzielenia się z innymi, zrozumienie, co może postawić kogoś w trudnej sytuacji, zrobić mu przykrość lub wprawić w zakłopotanie.

Ale najistotniejsze to nie popełniać częstego błędu i nie utożsamiać dobrych manier z brakiem własnego zdania. Kindersztuba bowiem to cecha dojrzałych emocjonalnie, silnych ludzi.

Podsuń dziecku „Bon czy ton. Savoir-vivre dla dzieci”, Grzegorz Kasdepke, Wydawnictwo Literatura, Warszawa 2010

Zdjęcie

/Mat. Prasowe
/Mat. Prasowe

Czytaj razem z maluchem „Co wypanda, a co nie wypanda. Rozbrajający poradnik dobrego zachowania dla najmłodszych”, tekst i ilustracje Ola Cieślak, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2014

Zachowania, których dobrze jest oduczyć najmłodszych:

Stanisław Krajski, filozof, założyciel Akademii Dobrych Manier i Etykiety Biznesu, do najczęstszych dziecięcych gaf zalicza: mówienie do osób obcych na „ty”, grymaszenie przy posiłkach, wstawanie od stołu podczas obiadu, przerywanie, gdy rozmawiają dorośli, brzydkie jedzenie: chlapanie, kruszenie, oblizywanie noża, zabieranie z talerza innym; już czteroletnie dziecko powinno opanować podstawy dobrych manier przy stole, zakłócanie spokoju w miejscach publicznych, nieużywanie zwrotów: „dzień dobry”, „do widzenia”, „dziękuję”, „przepraszam”, „proszę”.

Artykuł pochodzi z kategorii: Porady

Olivia

Zobacz również

  • Co zamiast mięsa?

    Latem łatwiej ograniczyć jego spożycie, bo mamy dużo warzyw i owoców, które mogą je zastąpić. więcej